Film!

a-late-quartet-posters_1

źródło: moviebuzzers.com

Napisałam w życiu jedną jedyną recenzję filmową i tylko dlatego, że musiałam. Na język polski w gimnazjum. 10 lat temu. Czyli nie umiem. Co gorsza, nie znam się na filmach.

A jednak… pojawił się ostatnio taki, o którym czuję się zobowiązana wspomnieć. Choć słowem. Bez pretensji do określania tego wpisu zaszczytnym mianem recenzji…

“A Late Quartet” (USA, 2012; z tego co mi wiadomo, film nie dorobił się polskiego tytułu) Yarona Zilbermana to film o… kwartecie. “Późnym”, bo z długim stażem – The Fugue ma już 25 lat.

Na krótko przed jubileuszowym tournee wiolonczelista Peter (Christopher Walken) dowiaduje się, że ma chorobę Parkinsona. Grający partię drugich skrzypiec Robert (Philip Seymour Hoffman) przeżywa kryzys wieku średniego, co odbija się m.in. na jego małżeństwie z altowiolistką, Juliette (Catherine Keener). Pierwszy skrzypek, Daniel (Mark Ivanir), zakochuje się natomiast w niewłaściwej osobie….
Samo życie!
W obliczu tylu problemów na raz (nie chcąc zdradzić zbyt wiele, mocno okrajam zarys fabuły) grupa staje jednak na krawędzi rozpadu.

Początek filmu zapowiada nostalgiczny melodramat. Na szczęście akcja rozkręca się nieco, nie brakuje też elementów komediowych.

Rzecz dzieje się w Nowym Jorku zimą. Odwiedzamy stylowe mieszkania, charakterystyczne uliczki, Central Park, salę koncertową Metropolitan Museum of Arts i inne, malowniczo uchwycone miejsca.

Świetna muzyka wzbogaca całość, nie będąc (jak możnaby oczekiwać) jej głównym składnikiem: w centrum stoją ludzie i ich relacje.

Jak w typowej komercyjnej produkcji mamy tu miłość i zdradę, śmiech i łzy, kryzys i (jako tako) szczęśliwe zakończenie.

Nietypowy jest główny bohater: kwartet smyczkowy.

Zobrazowanie gry zespołu w sposób wizualnie wiarogodny się, co prawda, nie udało (ale który reżyser, który aktor tego kiedykolwiek dokonał…?) i aby nacieszyć się 14. Kwartetem Beethovena (“podkładanym” przez Brentano String Quartet), trzeba zamknąć oczy (dosłownie!!).

Pomimo tego film wywarł na mnie spore wrażenie. Z tej prostej przyczyny, iż… jest on o nas.
Muzyka klasyczna płynąca z głośników, poszukiwania kalafonii, dyskusje na temat smyczków, kłótnie podczas próby… a nawet wątek poruszający problematyczną kwestię zakupu instrumentu.

Rzadko – jeśli kiedykolwiek – miałam okazję oglądać coś tak bliskiego “muzycznej” codzienności. Dziwne uczucie. Moja–nasza rzeczywistość, nagle przeniesiona na ekran (!), i to w sposób ogołocony niemalże z całej tej magii, otoczki artyzmu, z jakimi zwykle ukazuje się muzyków… Trochę smutny to obraz!
Obok minusów naszej profesji, ukazanych dość dosadnie, mamy tu jednak również piękny wgląd w motywy i uczucia, jakie kierują człowiekiem przy wyborze tej właśnie kariery.
Ciekawe, bardzo ciekawe!… Również dla nie-muzyków – film się generalnie świetnie ogląda (sama widziałam go z matematykiem – był zachwycony), a przy okazji może nas ciut lepiej zrozumieją. 😉

Zachęcam. Bo choć “Late Quartet” nic wielkiego nie wnosi, a z pewnością nie jest arcydziełem kinematografii, to… porusza, co stanowi wystarczający powód, by się z nim zapoznać. 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s